Friday, April 28, 2017

Le Petit Prince po mazursku

W facebookowj grupie publicznej Mazurská gádka pojawił się fragment Małego Księcia po mazursku. Przysłał go Psioter Ôt Sziatków.
Nietrudno się domyślić w tym nicku Piotra Szatkowkiego. Dokonał on przed kilku laty przekładu dzieła Antoine’a de Saint-Exupéry’ego na język pruski. 
Tak, tak, na język Prusów, o których jeśli wiemy cokolwiek, to zwykle niedokładnie lub błędnie. Na przykład, że „wymarli” (musiałaby być epidemia), że wybili ich Krzyżacy, pewnie w XIII wieku (aż takiego ludobójstwa nie uprawiali, bo byli choćby ekonomicznie racjonalni). Język pruski pozostał w pewnej liczbie świadectw (i druków!), więc przy pewnej dozie samozaparcia i wiedzy lingwistycznej udało się. W 2015 roku pisała o tym prasa, na przykład Gazeta Olsztyńska.
Szatkowski przypominał:
Na pruski przetłumaczono m.in. „Ojcze nasz”. „Słownik Elbląski” z XIV wieku liczył około 800 słów. Jeszcze w XVI wieku potrzebni byli tłumacze z pruskiego. Wówczas też wydano trzy luterańskie katechizmy po prusku. Przyjmuje się, że język wymarł ostatecznie w XVIII wieku.
Jeśli chodzi o język Mazurów, to również trzeba by kilka nieprawd i tez propagandowych odrzucić. Na przykład że nie ma takiego języka. Że Mazurów nie ma już całkiem (choć katastrofa się dokonała). Że jest (była) polska gwara mazurska. A gwara jest systemem ustnym i zróżnicowanym, więc nie nadaje się na bycie medium pisanym. Nie powinno się tego zakłamywać.
Poznajecie, Czytelnicy, spotkanie z Pijakiem?
Nastémpnó planete zanieskiwáł Zérán. Óne ôdziedżinÿ durowali fest krótko, naków zatopsili Małégo Princa w głémbokim sméntku.
- Co ti ajw robzis? - spitáł Zérána, chtórnégo nasét sziedzóncégo w czichoszczi prżed zbziéraninó pełnéch butlów ji zbziéraninó pustéch butlów.
- Psije - ôdpoziedżiáł sméntno Zérán.
- Dlácégój psijes? - spitáł Małi Princ.
- Cobi zabácÿcz - dáł ôdpozieszcz Zérán.
- Ô cém zabácÿcz? - pojénteresowáł szie Małi Princ, co juz pocón mu ûcuwacz.
- Cobi zabácÿcz, ze szie wstidam - wiznáł Zérán zziesajónc głowe.
Nie nazywajmy ekstrawagancją działań osób, które pracują nad własną tożsamością, 70 lat po tragedii. Jakie jest zdanie nauki o języku mazurskim? Spokojne socjolingwistyczna analiza, które jednak nie uwzględniała współczesnych działań rewitzalizacyjnych wyszła spod pióra prof. Gerda Hentschela.
Linki: Stowarzyszenie Prusów; Słownik pruski; Pruskie Wiki.

Thursday, April 27, 2017

Polityczne losy śląskiego języka regionalnego

Obserwacje w tym blogu są głównie lingwistyczne, ale społeczny byt systemu językowego, zmiana jego prestiżu, statusu, miejsc i sposobów używania są elementem najszerzej pojmowanej polityki. W demokratycznych krajach kwestiami politycznymi zajmuje się parlament. W kolejnej już kadencji Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej kwestia języka śląskiego (jako języka regionalnego w rozumieniu Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym) jest zgłaszana przez grupę posłów, tym razem po dwuznacznym wobec ówczesnego swojego posła Marka Plury procedowaniu (czytaj: przewlekaniu) sprawy przez Platformę Obywatelską w kadencji poprzedniej językiem śląskim chce się zająć .Nowoczesna Ryszarda Petru.
Marek Plura, obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego, liczy, że PO poprze Nowoczesną. Tak o tym powiedział w Radiu Piekary (w drugiej części rozmowy).

.Nowoczesna jakiś czas temu z hukiem zaczęła działania.
Tu link do wypowiedzi na ten temat zamieszczonych na portalu Silesion.pl.
Zaczęło się sympatycznie i nowocześnie. Czyli z hasztagiem #SzafnymyTo:

Fot. Adam Lejman-Gąska
Tygodnik Nowiny.rybnik.pl zrelacjonował ogłoszenie inicjatywy:
Entuzjastami dla zaproponowanej przez Nowoczesną ustawy są prof. Zbigniew Kadłubek (śląski intelektualista, Uniwersytet Śląski), Łukasz Kohut (regionalista z Rybnika) i Ilona „Potania” Chylińska (raperka z Mysłowic).
– Wszystkie te osoby, przyjaciele śląskiej godki, spotkały się z dziennikarzami w Muzeum Śląskim w Katowicach na konferencji prasowej zorganizowanej z okazji inauguracji prac nad tą ważną dla Ślązaków ustawą - poinformował nas Bartosz Dudzik, dyrektor biura poselskiego Moniki Rosy w Katowicach.
Czy będzie to coś więcej niż deklaracja i akcja wizerunkowa, okaże się w przyszłości.
Nie jest to oczywiście sprawa oczywista i bezkonfliktowa — stąd długotrwałość i nieskuteczność poprzednich działań. Portal Kresy.pl tak pisze o tym samym zdarzeniu, jako o zmianie statusu „gwary śląskiej”:
Prawo i Sprawiedliwość nazwało pomysły Nowoczesnej szkodzącymi polskiej racji stanu.
Ten bardzo radykalny głos PiS to wypowiedź posła Stanisława Pięty, znanego z wypowiedzi ostrych i budzących kontrowersje. Jak zmiana polityki językowej szkodzi racji stanu? To zapewne zależy od sposobu jej pojmowanie. Dementi nie było.

Sunday, April 23, 2017

Wielkopolska — gwara? A może dialekt literacki?

Dlaczego postanowiłem napisać o kowalewskim przedstawieniu dzisiaj i tutaj właśnie, a nie na przykład w serwisie dialektologia.pl, skoro rzecz dotyczy „gwary”, a nie języka „in stanu nascendi”? No właśnie. Siła potocznych przekonań i apriorycznych klasyfikacji jest potężna, ale czy na pewno mamy do czynienia z „gwarą i tylko gwarą”, gwarą?
Cóż to jest gwara – zapytałby Piłat albo niewinne dziecię jakie. I takąż odpowiedź by otrzymał z Encyklopedii języka polskiego, największego kompendium polonistycznej wiedzy językoznawczej, jakie stworzone zostało:
Gwara – mowa ludności wiejskiej z niewielkiego terytorium, przeważnie kilku czy kilkunastu wsi, różniąca się od → języka ogólnego i mowy sąsiednich okolic pewnymi cechami, głównie fonetycznymi i leksykalnymi, podrzędna w stosunku do → dialektu. Terminy „gwara” i „dialekt” są często używane wymiennie. Nieraz gwary wiejskie nazywa się ludowymi lub terytorialnymi dla odróżnienia od → gwar miejskich i gwar zawodowych. Gwara w szerszym znaczeniu to w ogóle mowa wiejska. (M. Kucała, EJP3 122)
Gdy się mówi o powstawaniu języka, często łączy się myślenie o tym z „zapędami” separatystycznymi (czyli zapala się nam, Polakom z Polski, lampka alarmowa) i procesami narodotwórczymi. Są to odruchy, o których naturze teraz nie ma czasu debatować. Warto jednak wychodzić poza zachowania odruchowe i myślenie schematyczne i popatrzeć na Wielkopolskę. To spojrzenie może być przydatne, bo nie będzie się zgadzać z podejściem stereotypowym. Warto po prostu popatrzeć nieuprzedzonym okiem i pomyśleć.
Wielkopolska bowiem jest sercem Polski, kolebką piastowskiej państwowości. Tam o polskość walczono i dla polskości pracowano – to elementy współtworzące etos tego regionu. O separatyzmie mowy więc być nie może. Także o tworzeniu się narodu. Deklaracji narodowości wielkopolskiej w ostatnim spisie powszechnym było mniej niż 500, jeśli dobrze interpretuję dane GUS, a komponent związku z kulturą wielkopolską zadeklarowany jako „druga narodowość” w spisie powszechnym roku 2011 wybrało też co najwyżej kilkaset osób, co zaowocowało liczbą 2 w zakreślonym na czerwono wersie tabeli GUS z r. 2013.


Znaczy to, jak sądzę, że wielkopolskość odnajduje się i realizuje w polskości. Czy pozostali Polacy i obywatele RP niepolskiej narodowości znają wielkopolską kulturę i wielkopolską specyfikę językową poza określeniem „pyra” — wątpię.
Tymczasem jednak coś się dzieje. Kiedy jest mowa o zanikaniu gwar, z pewnością można wskazać przykłady takiego zjawiska także na obszarze wielkopolskim. Region ten jest dobrze, systematycznie stale badany (wielka w tym zasługa dialektologów i etnografów z UAM), obecnie pod wodzą Jerzego Sierociuka.
To o co mi chodzi? O próbę ochrympanio Nowoczki! Gdzie? W Kowalewie (gmina i powiat Pleszew):


O nowe zjawisko, które przybrało niezbyt precyzyjną nazwę „gwary poznańskiej” i jeszcze mniej precyzyjną „gwary wielkopolskiej” (niedawno wspominało się tu o „gwarze śląskiej” jako sformułowaniu nieprecyzyjnym, denerwującym i odczuwanym jako deprecjonujące przez część Górnoślązaków — D. Jerczyński w komentarzu do wpisu o Szekspirze po śląsku godającym). Ostrożnie i na własny rachunek, choć nie jako pierwszy, nazwę ją interdialektem. Jest to język pisany, mówiony, obecny w mediach. Wielką zasługę w jego tworzeniu i upowszechnianiu ma Juliusz Kubel, twórca postaci Starego Marycha. To postać miejska, związana z Poznaniem. Obserwuje się jednak ekspansję tej formy, bez elementów charakterystycznych dla wielu wiejskich odmian dialektu wielkopolskiego. W piśmie poza zleksykalizowanymi formami jak łe! ‘mniej więcej: skądże znowu’ nie słychać dyftongizacji, tak zwane samogłoski pochylone nie występują regularnie, dominuje leksyka. Jest to jednak znacznie więcej niż tylko stylizowana gwara czy sensowniej: polszczyzna stylizowana na gwarę, efekt stylizacji gwarowej. Może więc tworzy się dialekt literacki — nowa odmiana języka, która jest nośnikiem lokalnej tożsamości, tworzywem nowych tekstów literackich różnych gatunków, a nie tylko tradycyjnych form znanych jako folklor?





















Wielkopolanie (w swoim gronie) lubią mówić po swojemu. Takie mówienie „po naszymu” stwarza wspólnotę i zarazem trochę otwiera. Przykładem też z dzisiejszej niedzieli jest konkurs gwary odbywający się w Bukówcu Górnym (gmina Włoszakowice, powiat leszczyński), którego niestrudzoną organizatorką i animatorką jest Zofia Dragan, matematyczka z wykształcenia. Jakie to wielkopolskie ;-) Innowacja, konkret, rzetelność.


Tuesday, April 11, 2017

Nowości śląskiej cybersfery. Hamlet ôd Shakespeare'a godo

Po śląsku coraz więcej się publikuje, ale rośnie też kreatywność. Marcin Melon, twórca przygód kōmisorza Hanusika, rozpoczął nową akcję, w której łączy się angielski — język internetowej komunikacji pokoleń młodszych, ze śląskim — czyli dziedzictwem przenoszonym w nowe czasy.

Portal silesion.pl przyjaźnie informuje o nowej książce Melona, Umrzik we szranku, ale używa terminu, który wielu „nowych Ślązaków” rozjusza, czyli gwara śląska:
Po ostatniej, eksperymentalnej części, która była równocześnie tłumaczona na język polski, tym razem autor był konsekwentny. Książka jest w całości napisana w śląskiej gwarze, języku jego serca jak wielokrotnie podkreślał, choć sam Melon zauważył pewne braki.
 Teraz na Facebooku pojawił się nowy, jak to się teraz mówi, projekt, ale po dawnemu to już przecież nie projekt, tylko efekt, produkt, mianowicie humorystyczno-edukacyjna strona Co by pedzioł Szekspir?

Oby była z tego lingwistyczno-humorystyczna wartość dodana, z korzyścią dla znajomości śląskiego w szerokim świecie i angielskiego na Górnym Śląsku.
Nie są to pierwsze śląskie rozmówki, ale w renesansowo-postindustrialnym sztafażu — najbardziej oryginalne.

Ten język śląski jest oczywiście wciąż in statu nascendi, a koordynacja wymaga wiele pracy. W każdym razie robienie rozmówek służy standaryzacji. Czujni czytelnicy, wśród nich, bodaj jako pierwszy, Bartłomiej Wanot, m.in. autor przekładów śląsko-wschodniosłowiańskich publikowanych na stronie czytomy.wordpress.com, zwrócili uwagę, że emblematyczne, sztandarowe górnośląskie słowo powinno się pisać przez ō, czyli pierōn. I tak wykuwa się przyszłość żywego, pisanego i mówionego języka górnośląskiego.


Friday, April 7, 2017

Nowy Testament po śląsku!

Strona internetowa bibliaposlasku.pl i strona na Facebooku są już udostępnione całemu „cyberświatu”. Poinformował właśnie o tym „Dziennik Zachodni” w lekko sensacyjnym tonie, zapowiadając kontrowersje w artykule Tomasza Klyty Pan Bóg też mówił po śląsku. Przekład Nowego Testamentu na gwarę.
Już w grudniu przetoczyła się przez media informacja, że dr Gabriel Tobor, na co dzień burmistrz miasta Radzionkowa, jest kolekcjonerem Biblii z różnych regionów świata, w przekładach na różne języki. Ta pasja skłoniła go do podjęcia trudu przełożenia Nowego Testamentu na „język śląski”. Tłumacz przedstawia się jako pionier, ale pamiętajmy, że mimo powszechnego pojęcia „niemożliwości” dokonania takiego przekładu wobec „nieistnienia” języka spore dokonania mają na tym polu osoby, które ad hoc, nieraz na potrzeby małych wspólnot, tłumaczyły jakieś fragmenty, perykopy na konkretne dni itp. (pozwolę sobie na wymienienie tu następujących nazwisk: Edward Dornia, Joachim Rohowski). Oni przecierali szlak, a ja, towarzysząc im naukową, językoznawczą refleksją, od lat opisuję te translatoryczne zmagania. Pierwszy artykuł pod tytułem „Czy możliwa jest Biblia po śląsku” ładnych kilkanaście lat temu (publikacja: 2003).
Niemałe zasługi (mimo kontrowersji, oddziałujących summa summarum promocyjne) ma Marek Szołtysek – jako autor Biblii Ślązoka, ale przede wszystkim Ewangelii śląskich (2013). Dzięki tej publikacji korpus śląskich przekładów biblijnych wzbogaciły:
Ksiynga proroka Jonasza;
Ewangelie dzieciństwa Ponboczka naszego Jezusa Krystusa (Mt 1,1-2,23 i Łk 1,1-2,52);
Ewangelio podug św. Marka (całość).
Fragmenty Ewangelii wg św. Marka – prosto z greckiego oryginału – zaprezentował w ostatnich także latach prof. Zbigniew Kadłubek.

Dziś ma jednak premierę strona bibliaposlasku.pl i śląski Nowy Testament.

Gabriel Tobor (na zdjęciu) używa lokalnej, własnej odmiany śląskiego – z okolic rodzinnych, to jest, jak sam objaśnia:
Ze względu na zróżnicowanie języka śląskiego, tekst jest napisany w jednej z jego odmian występującej m.in. w północnych dzielnicach Bytomia, w Radzionkowie, w Piekarach Śląskich. Jest to specyficzna odmiana, charakteryzująca się „mazurzeniem”, jednak bardzo zbieżna z innymi odmianami śląskiego języka.
Nie jest to z pewnością po myśli tych, którzy pracują nad standaryzacją i kodyfikacją języka śląskiego, bowiem tym razem bardzo istotne dla kultury, tożsamości i prestiżu języka dzieło ukazuje się w wersji lokalnej, a w warstwie pisownianej – już przestarzałej, amatorskiej formie. „Fonetyczność” oznacza w rozumieniu tłumacza polega na pisaniu „ze słuchu”. Ale to i tak jest mniej ważne wobec zaistnienia przekładu.
Jest to przekład z polskiego, ale w wersji specyficznej, bowiem sprzed ponad czterech wieków. Podstawą było Pismo Święte w przekładzie ks. Jakuba Wujka, jezuity. Nowy Testament Wujka za jego życia wydany był dwukrotnie: w roku 1593 i 1594 – z mniejszą liczbą komentarzy, ze zmianami w tekście uwzględniającymi nowsze wydanie Wulgaty, zatwierdzone przez papieża. Po śmierci zasłużonego tłumacza, w 1599 r. ukazała się już całość „Biblii Wujka”, oddziałującej na katolicką polszczyznę religijną, w tym także na Górnym Śląsku mimo jego pozostawania poza obszarem Polski.
Taka „retranslacja” z pomnika polszczyzny również nie jest pierwszą na „polskim obszarze dialektalnym”. Można ją porównać do Tatrzańskiego Psałterza Dawidowego – tam Franciszek Bachleda-Księdzularz transponował na gwarę podhalańską Psałterz Dawidów przekładania Jana Kochanowskiego. Na stronie bibliaposlasku.pl zaprezentowano następujący fragment (Ewangelia wg św. Łukasza, rozdział 9, wersety 12-17):
12 Juz sie zacynało poleku ćmić i prziszło do Niego dwunostu i godali: Łodprow ludzi, niych se idom do tutejszych mjastecek i wsi, kaj znojdom gospoda i cosik do jodła, bo sam tukej, my som na pustyni. 13 Ale łon pedzioł do nich: Wy dejcie jym jeś. Łoni łodpedzieli: Momy ino pjyć pecynkow chleba i dwje ryby, chyba, że pódymy i nakupjymy jodła dlo wszyskich tych ludzi. 14 A było koło pjyńciu tysiyncy chopa. I pedzioł do swojich uczniow: Kozcie jym siednonć we kupach po myni wjyncy pjyndziesiyńciu.15 I zrobjyli tak i posadziyli wszyskich. 16 A Łon wzion te pjyńć chlebow i dwje ryby, wejrzoł we niebo i pobogosławjoł je, i połomoł i dowoł ucniom, coby dowali ludziom. 17 Jedli i najedli sie wszyscy, i pozbjyrali co łostało, dwanoście koszykow konskow.

Porównajmy je więc z przekładem Jakuba Wujka. Dla mnie najciekawszą wersją jest ta z roku 1594:
Na szczegółowe analizy i zapowiadane przez dziennikarzy kontrowersje przyjdzie jeszcze czas. A dziś jest się z czego cieszyć.